Kwestia wychowania cnót została współcześnie praktycznie zapomniana. W potocznym rozumieniu „cnota” ma pogardliwy wydźwięk. A przecież w myśli klasycznej oznaczała „doskonałość”, czyli sprawność moralną niezbędną do usprawnienia i tym samym przygotowania człowieka do życia. Była czymś w rodzaju duchowego szczytu, który każdy powinien zdobyć.

Człowiek rodzi się bezradny, słaby i z natury potrzebuje udoskonalenia poszczególnych władz. W tym stanowisku przejawia się pewien realizm w podejściu do spraw wychowania. W przeciwieństwie do niego naturaliści z Janem Jakubem Rousseau na czele, twierdzą, że człowiek jest z natury dobry i nie potrzebuje edukacji, lecz tylko wspomagania (gdy sam o nie poprosi).

 Później psychoanalitycy powiedzą, że człowiek poprzez różne zakazy wpada w kompleksy i nerwice. W rezultacie musiało pojawić się tzw. bezstresowe wychowanie, będące konsekwencją oświeceniowej rewolucji w filozofii, która podważyła istnienie prawdy obiektywnej. Skoro każdy ma swoją prawdę i dobro, mają ją również uczniowie. Takie założenie prowadzi do zniesienia wychowania w klasycznym rozumieniu. Nie może być bowiem mowy o wychowaniu cnót, które wskazują na istnienie określonego dobra i „niszczą wolność”.

Usprawniane cnoty

Pedagogika klasyczna ma na celu głównie usprawnienie władz: poznawczych i pożądawczych. Wśród tych pierwszych wymienia się sprawności umysłu teoretycznego i praktycznego: mądrość, wiedzę, inteligencję i różnego rodzaju sztuki. Wśród tych drugich są sprawności moralne, czyli dyspozycje do godziwego postępowania, w różnych obszarach ludzkiego życia. Najważniejsze są tu cztery cnoty kardynalne: rozum praktyczny usprawnia roztropność, popęd zdobywczy – męstwo, popęd do przyjemności – umiarkowanie, a wolę – sprawiedliwość.

Aby przygotowanie do życia było skuteczne nie zapomina się także o sprawnościach fizycznych, związanych z funkcjonowaniem ciała. Mówi się wówczas o zwinności, zdrowiu, sile i pięknie.

Klasyczny katalog cnót i sprawności uzupełniło chrześcijaństwo, wprowadzając tzw. cnoty teologalne: wiarę, nadzieję i miłość. Dotychczas starano się bowiem kształtować człowieka w perspektywie ziemskiej. Chrześcijaństwo zaś zwróciło uwagę na wieczność, jako ostateczny cel ludzkiego życia. Przyjęcie wiary w Chrystusa spowodowało wychowywanie dzieci nie tylko w celu ich udoskonalenia, nauczenia panowania nad emocjami, logicznego rozumowania itp., ale przede wszystkim by usprawnić je w perspektywie zbawienia. Wierzący wychowawcy i rodzice zawsze powinni pamiętać, że najistotniejsze w procesie wychowania jest nabycie cnót tak, aby w przyszłości ich wychowanek współudziałając z Łaską Bożą mógł osiągnąć zbawienie.

Sprawność a nawyk

Według tradycji tomistycznej sprawność moralna (cnota) jest swoistym „skondensowanym doświadczeniem”, które daje możliwość, bez wahań i długich poszukiwań, podjąć właściwą decyzję i realnie wcielić ją w życie (por. o. Jacek Woroniecki). Owo „skondensowane doświadczenie” bywa mylone z nawykiem. Nawyk jest pewnym machinalnym, nieświadomym działaniem. W tym sensie mówimy o nawyku stukania palcami po stole czy siedzenia z nogą założoną na nogę itp. Sprawność zaś sprawia, że wykonujemy dane zadanie z łatwością, ale mimo wszystko wolna wola nie jest zatracona. Na tym polega „fenomen” sprawności: nie osłabia wolności, ale utrwala ją w kierunku raz dokonanego wyboru, w rezultacie można mówić o „paradoksie niedeterminującego nawyku”.

Cnota jest zatem skłonnością do konkretnego zachowania, ale go nie determinuje. Dzięki niej człowiek wkłada mniej wysiłku w wykonanie danego dzieła oraz istotnie skraca czas namysłu. Jej ważną cechą jest również umiar. Nawyk nie uwzględnia okoliczności. Sprawność zaś umożliwia wykonanie danej czynności z uwzględnieniem zmieniających się warunków. Pomimo „czynnika nawykowego”, pewnego wyuczonego działania, intelekt i element świadomego wyboru zostaje zachowany.

Przemawianie do popędów i tresowanie umysłu

Poszczególne sprawności kształtują się w specyficzny dla siebie sposób. Na przykład, wiedzę można nabyć jednym aktem poznawczym, choćby czytając w książce odpowiedni fragment. Takie poznanie jest charakterystyczne dla teoretycznych sprawności umysłowych. W przypadku sztuk (artystycznych, rzemiosła), które łączą wiedzę ze zdolnościami manualnymi istotne jest powtórzenie. Podobnie zresztą, jak przy kształtowaniu cnót moralnych, gdzie trzeba wielokrotnie postawić opór pokusie, aby ukształtować sprawność. Opanowanie jej z jednej strony związane jest z długotrwałym powtarzaniem pewnych czynności, z drugiej – ważnym elementem jest czynnik czasowy. Im więcej przełamań w dłuższym okresie czasu, tym większa szansa na uformowanie sprawności. Innymi słowy – nie da się rozkazywać popędom („przemawiać do nich”). Można je okiełznać tylko poprzez ascezę, codzienny wysiłek woli oraz mozolną i wytrwałą pracą.

O ile kantyści idealizują zmysły sądząc, iż popędy da się okiełznać aktem poznawczym, to materialiści popełniają odwrotny błąd. Jeśli umysł jest produktem materii, zatem analogicznie do zmysłów chcą go tresować. Książkowym przykładem takiego podejścia jest behawioryzm. Jeden z jego przedstawicieli stał na stanowisku, że każdego można wychować (wyhodować?) według określonego wzoru (na lekarza, prawnika itp.), co z czasem okazało się jeszcze jedną niespełnioną utopią. Behawioryzm dał zresztą podstawy współczesnej teorii propagandy i manipulacji.

Roztropność nakazuje w omawianej kwestii zachować pewien realizm. Otóż, tak jak wspomniano wyżej, człowiek poznaje specyficznie na poziomie duchowym i specyficznie na poziomie zmysłowo-cielesnym. Błędy antropologiczne popełnione przez filozofów idealistów i materialistów doprowadziły do poważnych zawirowań na polu edukacji, czego owoce zbieramy obecnie.

Dlatego uzdrowienie edukacji powinno w pierwszej kolejności dotyczyć uściślenia i wyprostowania pewnych pojęć z antropologii filozoficznej, które później przekładają się na życie szkolne. Powrót do klasycznej filozofii utoruje z kolei drogę do powrotu cnoty, bez której nie ma wychowania.