Agresywni, nieodpowiedzialni, zagubieni. Znakomicie funkcjonują w wirtualnym świecie, gorzej radzą sobie z rzeczywistymi problemami. Więzi z rodziną zastępują im kontakty rówieśnicze. Jaka jest kondycja moralna młodego pokolenia?

Na początku września media obiegła informacja o gimnazjalistce z Krakowa, która w trakcie przerwy międzylekcyjnej raniła koleżankę nożem. To kolejne tego typu zdarzenie, które zelektryzowało opinię publiczną. Skala nieuzasadnionej agresji w szkołach musi budzić niepokój. Wprawdzie już starożytni narzekali na „współczesną młodzież”, a dziś młodym również zarzuca się agresję, brak odpowiedzialności i rozchwianie moralne, ale obecnie mamy do czynienia z nową jakością, której nie należy lekceważyć. Jest ona efektem wielu czynników: rozwoju nowych technologii (wzrost wpływu mediów na wychowanie), preferowania przez państwo błędnych systemów pedagogicznych, które skutecznie rozkładają pracę dydaktyczną i wychowawczą, wreszcie zmian społeczno-ekonomicznych wpływających na rozluźnienie więzi między rodzicami i dziećmi.
„Cyfrowy tubylec” w akcji
Kilka miesięcy temu media informowały o 13-letnim chłopcu z Genui (północne Włochy), który był chorobliwie uzależniony od gier wojennych. Przestał chodzić do szkoły, nie chciał jeść, praktycznie cały czas spędzał przed ekranem komputera. Bezradna matka wezwała w końcu na pomoc karabinierów, którzy skonfiskowali konsolę do gier.
Inny przypadek: wiosną 2009 roku w niemieckim miasteczku uczeń zamordował 15 osób: kolegów, nauczycieli i przypadkowych przechodniów. Jego rodzicom całkiem nieźle się powodziło: dom, porsche – chłopak miał, co chciał. W wieczór przed zamachem „trenował zabijanie” na jednej z gier komputerowych. Na twardym dysku oprócz gier znaleziono kilka horrorów i zdjęcia pornograficzne.
Te dwa przypadki ponownie uświadamiają, że nowe technologie mają ogromny wpływ na styl życia i poglądy młodego pokolenia. To, co dla ich rodziców było kwestią science fiction, dla młodzieży jest codziennością, bez której nie wyobraża sobie życia. Młodzi funkcjonują w świecie internetu, komunikatorów i technologicznych gadżetów. Z jednej strony izolują się od rzeczywistości i zanurzają w wirtualne światy, z drugiej – dzięki komunikatorom ich więzi rówieśnicze są silniejsze niż dawniej.
Komunikatory, takie jak Gadu-Gadu, czy po prostu zwykłe telefony komórkowe sprawiają, że utrzymują oni ze sobą kontakt nie tylko podczas pobytu w szkole, ewentualnie w trakcie krótkich spotkań po lekcjach, ale często do późna w nocy. Niemal non stop rozmawiają ze sobą: plotkują o znajomych, zwołują się na akcje, umawiają itp. Z wielości interakcji rodzi się nie tylko silna więź rówieśnicza (izolująca od rodziców), ale przez tę intensywność mamy zwielokrotnione konflikty i problemy związane z funkcjonowaniem psychiki w wieku dorastania. Młodzi ludzie nie zawsze sobie z nimi radzą.
Znaczenie opinii kolegów i norm grupowych jest w wieku dorastania szczególnie ważne. Ciągłe przebywanie ze sobą (dzięki wspomnianym technologiom) wymaga stałego potwierdzenia lojalności wobec grupy (nie tylko w szkole, ale i w domu). Z tego względu podporządkowanie grupie środowiskowej w wielu przypadkach przyjmuje rozmiary wręcz groteskowe. Rodzice schodzą na drugi plan. Przestają być słuchani, a niekiedy pojawia się w stosunku do nich nuta pogardy.
Związane jest to znowu z technologizacją życia. Amerykański myśliciel Marc Prensky wyróżnił „cyfrowych tubylców” (młodych urodzonych w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku) oraz „cyfrowych emigrantów” (dorosłych). Pierwsi doskonale funkcjonują w świecie cyfrowych technologii, w których dorastali i które są niejako ich naturalnym środowiskiem. Drudzy zaś muszą dopiero uczyć się „cyfrowego języka”. Taka sytuacja wzmaga w młodych poczucie wyższości i przewagi intelektualnej nad dorosłymi.
Idolatria technologiczna
Komputery co prawda stanowią ważne narzędzie w zdobywaniu wiedzy, ale swoista idolatria związana z nimi prowadzi do negatywnych skutków. Badania brytyjskich naukowców wykazały, że młodzi Anglicy wykorzystują na co dzień tylko osiemset słów. Pokolenie „komórek” i internetu lubi lakoniczny przekaz, to jednak prowadzi do zubożenia słownictwa i w efekcie – co podkreślają brytyjscy eksperci – utraty szans na rynku pracy.
Kultura obrazkowa w połączeniu ze współczesnym poziomem szkolnictwa sprzyja zatem tworzeniu szczególnego typu człowieka. Człowiek ten „myśli lakonicznie” i praktycznie. Zazwyczaj nie rozumie zjawisk społecznych, powtarzając medialne slogany. Wbrew pozorom jego „lakoniczna myśl” bynajmniej nie jest precyzyjna i trafna (to byłoby czymś pozytywnym), częściej przybiera formę prostego komunikatu opartego na słownictwie wziętym z gwary młodzieżowej. W późniejszym życiu tacy ludzie łatwo poddają się manipulacji i są „zwierzyną łowną” dla różnego rodzaju reklamiarzy i politykierów.
Jeśli uda się im zdobyć trochę więcej wiedzy i przejść przez wszystkie szczeble kształcenia, to w końcu zostają „młodymi, wykształconymi, z wielkich miast”, czyli liberalno-lewicową młodzieżą, łatwo ulegającą „postępowym ideologiom”. Na rynku pracy przeznaczeni są na ogół do wypalenia się dla firmy. Łatwo poddają się temu, gdyż ich materialistyczny system wartości nie stawia im racjonalnych ograniczeń. Ich głównym celem staje się pogoń za pieniędzmi.
System edukacji
Duże znaczenie w zmianie zachowania młodzieży mają także preferowane przez państwo i media systemy pedagogiczne. Nie zmierzają one do formowania cnót i kształtowania charakteru, ale dążą do dostosowania się do naturalnych potrzeb dziecka (tzw. naturalizm pedagogiczny). Słowem – nie podciągają dziecka do góry, ale obniżają wymagania, dostosowując się do dziecięcych potrzeb.
„Nie pozwólcie mu [uczniowi – D.Z.] nawet domyślać się, że macie jakąkolwiek nad nim władzę” – radził nauczycielom Jan Jakub Rousseau. Wynikało to z przekonania, jakoby dziecko rodziło się z natury dobre, a jego psucie dokonywało się przez dorosłych narzucających mu szkodliwe wzorce kulturowe. Wrodzona dobroć sprawia, że malec ma już na starcie wyższy status moralny niż „zdeprawowani” przez chrześcijańską kulturę rodzice i nauczyciele. „Zepsuci dorośli” nie mają więc moralnego prawa wychowywać „dobrego” z natury dziecka. O ile w przeszłości wychowanie sprowadzało się do podporządkowania popędów rozumowi, o tyle teraz mamy do czynienia z odwrotnym zjawiskiem – niekrępowania naturalnych popędów. Takie podejście wcześniej czy później musi zaowocować prymitywnym hedonizmem moralnym i w konsekwencji rozluźnieniem obyczajów społecznych.
Od czasów Rousseau naturalizm pedagogiczny i „kult dzikusa”, „naturszczyka” stopniowo i regularnie zaczyna podcinać korzenie tradycyjnej pedagogiki. W podstawowe założenia naturalizmu pedagogicznego idealnie wstrzeliła się psychoanaliza Zygmunta Freuda. Ten kierunek w psychologii również akcentował potrzebę „indywidualizmu” w wychowaniu i negatywny wpływ wszelkich zakazów, co oczywiście przyczyniło się do wykreowania „praw ucznia”.
Impulsy przygotowujące grunt pod ideologię praw dziecka płynęły także z innych kierunków psychologicznych, choćby z psychologii humanistycznej, gdzie stawiano na rozwój emocjonalny i znaczenie tzw. partnerskich relacji. Te kierunki w efekcie doprowadziły do rozprzestrzenienia się teorii antypedagogicznych, które idealizując „prawa dziecka” i tzw. praktycyzm edukacyjny, właściwie uniemożliwiają pracę nad charakterem i sprawnościami umysłu. Te ideologie są przejmowane przez system państwowy i znajdują kontynuację w programach rządowych. Efekt zaś obserwujemy w zachowaniach młodzieży.
Drogi wyjścia
Na dwa opisane wyżej zjawiska („idolatrii technologicznej” i błędnych systemów edukacyjnych) nakładają się procesy o charakterze społeczno-gospodarczym, np. zmniejszenie czasu opieki nad dziećmi z uwagi na konieczność pracy zawodowej czy wręcz emigracja zarobkowa rodziców. Nie można też lekceważyć wpływu różnych mód subkulturowych na funkcjonowanie młodych.
W rezultacie mamy obniżenie poziomu kształcenia i wychowania oraz eskalację agresji aż do zachowań psychopatycznych i przestępczych. Nagłaśniane przez media przypadki są efektem finalnym ukształtowania się u młodych ludzi określonych wad będących wynikiem zaniedbań związanych z opisanymi wyżej procesami. Wady te w sprzyjających okolicznościach ujawniają się w postaci różnych form przemocy wobec koleżanek i kolegów oraz pedagogów.
Uzdrowienie zaistniałej sytuacji musi wiązać się ze spełnieniem kilku warunków. Przede wszystkim trzeba odejść od nieefektywnych i zbudowanych na błędnych koncepcjach człowieka systemów edukacyjnych. Państwo musi też docenić rolę rodziny w formowaniu młodych ludzi i tworzyć ustawodawstwo jej sprzyjające, tak aby rodzice mieli czas na wychowanie swoich dzieci. Spełnienie tych warunków uzdrowi kwestię oddziaływania mediów i technologii na procesy edukacyjne. Właściwy system wychowawczy oraz większa dyspozycyjność rodziców automatycznie ograniczy bowiem wpływ środków przekazu na młodych, tak by służyły one budowaniu, a nie burzeniu. Jak widać, rozwiązania są proste w teorii, trudne jednak do spełnienia, gdyż występują przeciw pewnym procesom społecznym, a także nie znajdują zwolenników wśród środowisk decyzyjnych.
Artykuł ukazał się w „Naszym Dzienniku” 23.09.2010 r.