Odzyskać świętych dla wychowania. Oto zadanie na dziś. Dla wielu może wydać się niemożliwe. Bo jakie szanse ma np. św. Alojzy Gonzaga
w konfrontacji ze sportowcami i gwiazdami rocka? Nawet imię ma… niemarketingowe.

Ale gdyby udało się ukazać w atrakcyjnej formie duchowe piękno i istotę świętości, wówczas współczesne gwiazdki musiałyby ze spuszczonymi głowami umykać ze sceny.

Klasyczna szkoła katolicka doceniła mędrców i herosów antycznych, ale również od zawsze akcentowała wychowawcze znaczenie swoich herosów, czyli świętych Kościoła. Bagatelizowanie znaczenia tych drugich może mieć przykre konsekwencje dla wychowania. Z troską pisał na ten temat znany w swoim czasie pedagog Friedrich Wilhelm Foerster :

„Trudno zrozumieć dlaczego dzisiejsza młodzież ma uczyć się tylko starożytnych życiorysów, dlaczego ma znać szczegółowo czyny Herkulesa, a nie znać nic z życia na przykład św. Franciszka albo św. Wincentego à Paulo, którzy są jej bliżsi, aniżeli wzory starożytne. Nic nie mam przeciwko temu, żeby młodzież miała pewne wiadomości o hydrze lenejskiej, o lwie nemejskim, ale niech jej wytłumaczą, że to tylko zapowiedź heroizmu człowieka, pierwotne objawy jego mocy nadprzyrodzonej, że walka z hydrą zmysłowości i nieokiełznanymi namiętnościami jest właściwym zadaniem i chlubą człowieka” (Etyka i pedagogika płciowa)

Jest to fragment artykułu, który wszedł do książki: ===> „Nieposłuszne dzieci, posłuszni rodzice”.