Odwoływanie się w polemice do najnowszych osiągnięć naukowych jest na swój sposób zrozumiałe. Na podobnej zasadzie używanie słowa „nowość” zawsze budzi zainteresowanie słuchaczy i czytelników. Do tych dwóch typów argumentacji odwołują się najczęściej propagatorzy tzw. postępowej pedagogiki.

Zgodnie z tą strategią przez ostatnie dziesięciolecia twierdzono, że pedagogika ma słuchać „nowoczesnej” i „naukowej” psychologii (głównie psychologii humanistycznej i psychoanalizy). Dzięki temu tzw. „bezstresowe wychowanie” dostało swoisty wiatr w żagle.

Jednocześnie krytykowano i wyśmiewano tzw. edukację klasyczną, zarzucając jej konserwatyzm i nie nadążanie za najnowszymi trendami w nauce.

Kompromitacja „bezstresowego wychowania”

Za taką postawą skrywała się zwykła ideologia. Narzucenie ostatnim pokoleniom „nowego stylu wychowania” miało na celu przemycenie określonej koncepcji człowieka, wedle której w ostatnich dekadach formowano społeczeństwa. Edukacja była jednym z fundamentów tej strategii (oprócz mediów, „kultury”, „marszu przez instytucje”, stanowionego prawa).

Trzeba przyznać, że w obszarze wychowania, przynajmniej w Polsce, projekt ten poniósł porażkę. Metoda, którą popularnie nazywano „bezstresowym wychowaniem”, dosyć szybko została skompromitowana. Oderwane od realiów pomysły musiały przynieść opłakane skutki. Internet pełen jest filmików pokazujących negatywne rezultaty takiego wychowania.

Obecnie na podobnej zasadzie wprowadza się postępowe nowinki używając terminów: „neurodydaktyka”, „kinezjologia edukacyjna”, „różne style uczenia się” itp. Powtarza się stary manewr wykorzystując zgrane klisze propagandowe.

Różnica polega na tym, że o ile dawniej podpierano się psychologią, to teraz wykorzystuje się raczej nauki biologiczne, a w szczególności badania nad mózgiem.

Rzecz w interpretacji

Istotna uwaga: nie chodzi o to, by wbrew faktom negować osiągnięcia neurobiologii. Sztuczka polega na tym, że, jak wcześniej psychologia, tak teraz badania nad mózgiem są odpowiednio naginane, nadinterpretowane czy wybiórczo cytowane, tak by pasowały do pedagogiczno-rewolucyjnej frazeologii.

Wykorzystując niektóre badania tworzy się tzw. neuromity, które następnie samodzielenie funkcjonują w „krwioobiegu edukacyjnym”. Na to zjawisko zwracają uwagę uznane autorytety naukowe w dziedzinie neurobiologii, ale także osoby, które trudno wiązać ze środowiskami konserwatywnymi.

Kwerenda artykułów i książek z pogranicza neurobiologii i pedagogiki prowadzi do jednego wniosku: wbrew temu co się mówi i pisze badania nad mózgiem nie przynoszą żadnej rewolucji w pedagogice. Absolutnie nie ma mowy o jakimś przełomie w podejściu do kwestii wychowawczo-dydaktycznych.

Prof. Jerzy Mozrzymas z PAN, opiniując jedną z książek o tzw. neurodydaktyce, w uzasadnieniu napisał: „współczesna neurobiologia nie osiągnęła jeszcze takiego poziomu by pozwolić na obiektywną ocenę efektywności systemów edukacyjnych czy wręcz np. instruować nauczycieli „jak powinna wyglądać dobra lekcja biologii czy historii” (por. „Opinia o książce dr Marzeny Żylińskiej, Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi, Wydawnictwo Naukowe UMK 2013„, za: http://www.kneurobiologii.pan.pl/)

Dlatego też neurobiologia nie stanowi „zagrożenia” dla klasycznego wychowania czy nauczania. W błąd może natomiast wprowadzać nieuczciwa i wybiórcza interpretacja jej odkryć.

Przyjrzyjmy się teraz niektórym tzw. neuromitom. Zaznaczam, że temat jest szeroki, dlatego nie jest moim celem jego szczegółowe dokumentowanie. Chodzi raczej o zwrócenie uwagi na mechanizm propagandowy, który przy tej okazji zostaje uruchomiony, oraz podkreślenie różnorodność opinii naukowców w omawianym temacie.

Stres

Jeden ze wspomnianych wyżej mitów wiąże się ze specyficznym interpretowaniem zagadnień stresu. Stres, a właściwie wszystko co go wywołuje: wymaganie, karanie, ocenianie, upominanie, jest w tej tradycji szczególnie napiętnowane. Wspomniane wyżej „wychowanie bezstresowe” odnosiło się właśnie do niego. Całkowite uwolnienie ucznia od zachowań mogących wywoływać jakikolwiek stres wydaje się być ostatecznym celem tej pedagogiki.

Niewątpliwie trudno pochwalać zbyt wymagającą i stresującą edukację. Wiadomo, że nie można przesadzać. Zawsze trzeba zachować zdrowy rozsądek. Żeby to wiedzieć niepotrzebne są badania neurobiologiczne.

Mimo to przywołajmy raz jeszcze profesora J. Mozrzymasa: „skrajne podejście do stresu, przekładające się na dążenie by uniknąć go za wszelką cenę też nie musi być ani racjonalne ani efektywne. Piśmiennictwo naukowe podaje szereg przykładów wskazujących na to, że umiarkowany stres może być wręcz pomocny w procesach uczenia się…” (cyt. za: Neurodydaktyka, neurofakty i neuromity, w: „Problemy dydaktyki fizyki”, Czeszów-Wrocław 2015 za stroną internetową http://www.cen.uni.wroc.pl/. Tam też Autor wskazuje na badania potwierdzające opisywany fakt).

Jak widać sprawa jest bardziej skomplikowana i wszelkie uproszczenia interpretacyjne, których celem jest ograniczenie wymagań i dyscypliny mają uzasadniać przyjęte wcześniej ideologiczne tezy, niejako kontynuując mit bezstresowego wychowania w nowej masce.

Kinezjologia edukacyjna

Innym przykładem jest kinezjologia edukacyjna. Jest to metoda pracy z dziećmi usilnie popularyzowana w ostatnich latach wśród nauczycieli, która ma za zadanie poprawić koordynację między lewa i prawą półkulą mózgową.

W „Opinii naukowej na temat Kinezjologii Edukacyjnej (Metody Dennisona)” prof. Anna Grabowska (PAN), krytycznie ocenia tę metodę, zauważając że „założenia metody Dennisona nie są zgodne ze współczesną wiedzą dotyczącą funkcjonowania mózgu” (cyt. za: ks. Aleksander Posacki SJ, „Psychologia i New Age”, Gdańsk 2007, s.287)

Założenie kinezjologii (zwanej też „gimnastyką mózgu”), jakoby specjalne ćwiczenia miały bezpośredni wpływ na funkcjonowanie mózgu są pozbawione podstaw naukowych.

Autorka przywoływanej „Opinii” podważa twierdzenia popularne wśród kinezjologów, że np.: „zginanie stopy ‚włącza półkulę językową’, pomagając w znajdowaniu odpowiednich słów” czy że „ćwiczenie ruchów naprzemiennych prowadzi ‚do poprawy wzroku i słuchu’, albo że kreślenie tzw. ‚leniwych ośemek’ [prowadzi-DZ] do poprawy percepcji głębi lub poprawy czytania ze zrozumieniem” (tamże, s. 284).

Przy czym Autorka zwraca uwagę, że generalnie aktywizacja ruchowa w każdej postaci (niekoniecznie tylko w wersji proponowanej przez kinezjologów), oraz interakcje między dziećmi mogą wpływać pozytywnie na ogólną sprawność, uaktywnienie dziecka, oraz jego stan psychiczny (por. tamże, s. 286).

Niemniej jest to naturalny skutek ćwiczeń w warunkach kontaktów rówieśniczych, a nie jakiś przedziwny rezultat „gimnastyki mózgu”. Nie od dziś wiadomo, że spacer po lesie, ruch, świeże powietrze, kontakty ze znajomymi sprzyjają lepszemu samopoczuciu i też pośrednio usprawniają pracę mózgu.

Podobne zjawisko zachodzi w tym przypadku. Autorka przyznaje co prawda pewną poprawę „funkcji ruchowych i wzrokowo-motorycznych” (tamże, s.287), ale powołując się na dostępne badania podkreśla, że taki „trening nie polepsza uczenia się” (tamże, s. 286).

Różne style uczenia się

Dosyć specyficznie interpretuje się również tzw. style uczenia się. Popularność tezy, jakoby pewni uczniowie uczyli się lepiej, gdy materiał np. przedstawiony jest graficznie, a inni – w formie wykładu, jest widoczna w ogromnej ilości materiałów dostępnych w sprzedaży i stosowanych w szkołach (dotyczy to rynku amerykańskiego).

Jednak choćby raport opublikowany na łamach Psychological Science in the Public Interest, (grudzień 2009) nie potwierdza przyjętych powszechnie opinii odnośnie indywidualnych preferencji w uczeniu się. Autorem raportu jest zespół naukowców z zakresu psychologii uczenia się – Hal Pashler, Mark McDaniel, Doug Rohrer, Robert Bjork.

Naukowcy zweryfikowali ważniejsze badania nad stylami uczenia się i stwierdzili, że są one niewiarygodne i nie spełniają podstawowych kryteriów naukowości (za stroną internetową ScienceDaily ).

Nie oznacza to, że preferencje edukacyjne nie istnieją. Chodzi raczej o to, że wyciąga się z tego faktu skrajne wnioski. Sposób nauczania należy dostosowywać przede wszystkim do rodzaju przekazywanego materiału, a dopiero potem brać pod uwagę indywidualne preferencje.

Gdyby bowiem zawsze kierować się indywidualnymi stylami uczenia się, wówczas na przykład słuchowców należałoby uczyć geografii czy malarstwa bez map i obrazów, wykorzystując jedynie słowne opisy. O ile można to sobie jeszcze jakoś wyobrazić, to niezwykle trudno wyobrazić sobie wzrokowca uczącego się muzyki (por. na ten temat Daniel T. Willingham np: Do Visual, Audiotory, And Kinesthetic Learners Nedd Visual, Audiotory and Kinesthetic Instruction? za: http://www.aft.org/ae/summer2005/willingham )

Skrajnie ideologiczne podejście do tej kwestii może mieć fatalne konsekwencje. Akcentowanie jedynie dobrych stron dziecka w procesie uczenia się może bowiem pogłębiać deficyty. „Uczniowie powinni ćwiczyć rożnorodne strategie uczenia się, aby w odpowiednim kontekście wykorzystać te najbardziej im odpowiadające” – zauważają psychologowie Monika Szczygieł, Krzysztof Cipora (w: Fałszywe przekonania na temat działania mózgu i zjawisk psychicznych, czyli neuromity i psychomity w edukacji. Edukacja 2014, 2 (127), 53–66 za: http://www.edukacja.ibe.edu.pl/ )

* * *

Już tylko na podstawie tych kilku przykładów widać, że wybiórcze podpieranie się badaniami niewiele ma wspólnego z prawdą. Chodzi raczej o próbę uzasadnienia określonej wizji pedagogiki, tak by pasowała do wcześniej założonych tez.

Po przeprowadzeniu takiego „dowodu” nowa metoda zostaje uznana jako obowiązujący dogmat. Na następnym etapie uruchamia się cały mechanizm szkoleń nauczycieli, dzięki któremu nową, cudowną metodę, wprowadza się do „krwioobiegu edukacyjnego”.

Prowadzenie lekcji z wykorzystaniem „nowej metody” staje się modne, czasami wręcz uznane przez władze oświatowe za tzw. „element innowacji”. Jednak po pewnym czasie nadmuchana, marketingowa bańka pęka. Okazuje się, że metoda ma słabsze punkty, nie jest wiarygodna naukowo, lub po prostu nie sprawdza się w życiu.

Z czasem zostaje zapomniana, a na jej miejsce pojwia się kolejna. W efekcie cały proces powtarzany jest od początku.

Ikona wpisu: morgueFile
_______________________________________________________________

Dowiedz się więcej na temat klasycznego wychowania

form
Decyduj i walcz!
form
Wychować człowieka szlachetnego
Jak panować nad klasą? AKTUALNIE PROMOCJA!
Jak panować nad klasą?
Sztuka samowychowania
Nieposłuszne dzieci, posłuszni rodzice

____________________________________________________________

Dołącz do NEWSLETTERA i pobierz darmowy ebook

_______________________________________________________________