Sokrates odróżniał Mistrza od fachowca. Fachowiec to specjalista w danej dziedzinie. W tamtym okresie „fachowcy” wykładający w szkołach na poziomie elementarnym nie byli zbyt cenieni. Zarabiali niewiele i nie mieli najlepszej opinii w społeczeństwie. Z czasem Rzymianie ukuli przysłowie: quem dii oderunt, paedagogum facerunt („kogo bogowie chcą ukarać, czynią go nauczycielem”).

Zadanie Mistrza jest jakościowo inne, niż fachowca. Jego ideał upowszechniła dopiero szkoła średniowieczna. Duchowy charakter kształcenia wymusił niejako łączenie w sobie funkcji nauczyciela i wychowawcy. Nauczający kapłan był równocześnie ojcem duchowym, niedoścignionym wzorem i niekwestionowanym autorytetem. Św. Tomasz w traktacie De Magistro definiuje nauczyciela jako czynnego-kontemplatyka. Gdy jedni prowadzą działalność praktyczną, drudzy kontemplacyjną, on łączy w sobie te dwie postawy. Przy pomocy kontemplacji stara się odkryć prawdę, by następnie dzielić się nią ze swoimi uczniam.

Im bliżej czasom współczesnym tym niezależny dawniej Mistrz podporządkowuje się osobom trzecim. „Odrodzeniowa” moda na nadwornego uczonego, który pozostaje na utrzymaniu swojego pana zaczyna ogarniać coraz większe kręgi nauczycieli i uczonych, którzy najpierw pracują dla lokalnego możnowładcy, a później po upaństwowieniu szkół dla władców państwowych.

Kulminacją tych procesów widzimy w czasach nowożytnych. Nazizm i komunizmu są tu najlepszym przykładem. Dzisiaj zaś widoczne są w polityce oświatowej wielu państw demoliberalnych. Również w Polsce nowe zadania wymagają dyspozycyjnej kadry nauczycielskiej. Cały system edukacji jest tak skonstruowany, aby pomimo werbalnej „wolności nauczania” podporządkować pedagogów obowiązującej politycznej poprawności. Nacisk przybiera formę narzucanych odgórnie programów nauczania. Nauczyciel jest bowiem bezpośrednim wykonawcą zadania zleconego przez twórców ogólnopolskiego programu nauczania (tzw. podstawa programowa). Dostaje od państwa misję: przekazać młodzieży, obowiązujący aktualnie światopogląd państwowy (obowiązującą prawdę).

W ten sposób staje się niejako pasem transmisyjnym na linii: władza – naród. Oczywiście pedagog zawsze ma jakiś margines swobody w tym co robi.  Nie zmienia to jednak faktu, iż system nie sprzyja poszukiwaniu obiektywnej prawdy w szkole. W polityce oświatowej Unii Europejskiej rola pedagoga jest ściśle określona i wynika z celów programowych, jakie postawiła sobie Wspólnota Europejska. Jej wytyczne określiła Rada Europejska (skupiająca szefów państw lub rządów UE) na posiedzeniu w Lizbonie w 2000 r. Na spotkaniu tym określono nadrzędne cele gospodarczo-polityczne dla państw UE. Cele te implikują określone konsekwencje dla edukacji i pośrednio samego nauczyciela.

Generalnie można powiedzieć, iż edukacja unijna bezpośrednio podporządkowana jest polityce i ekonomii. Z tego założenia wynika prosty wniosek: dzieci należy kształcić pod kątem ich przyszłej przydatności gospodarczej. Nie można nie doceniać społecznego wymiaru edukacji, niemniej taki „praktycyzm propaństwowy” instrumentalizuje człowieka w celu osiągnięcia konkretnych celów politycznych. W efekcie praca pedagogiczna nabiera charakteru politycznego. W ten sposób pedagog pełni rolę „człowieka do zadań specjalnych”, wypełniając zadania w służbie państwa (partii), a nie prawdy i właściwie pojętej służby drugiemu człowiekowi.

(Korzystałem z: W. Jeager, Paideia; H.-J. Marrou, Historia wychowania w starożytności.)