„Jaka jest rola nauczycieli we współzależnej Europie w edukacji na rzecz zrównoważonych demokratycznych społeczeństw?” Tak brzmiał temat przewodni 23. sesji Stałej Konferencji Ministrów Edukacji Rady Europy. Ministrowie  debatowali w Brdo (Słowenia, 4 – 5 czerwca 2010 r).

W pierwszej chwili nie tak łatwo zrozumieć o co chodzi w tym pytaniu. Nowe ideologie zawsze tworzą specyficzny język, stąd ta trudność.

Polski resort reprezentował Mirosław Sielatycki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej(zwolniony kiedyś przez min. R. Giertycha z funkcji dyrektora CODN). Wiceminister Sielatycki zabrał głos „w trakcie sesji plenarnej” i  chwalił się m.in. „Kompasikiem”.  Okazuje się, że: 
 „Do pracy z Kompasikiem przeszkolona została krajowa sieć 20 koordynatorów regionalnych, którzy przeprowadzą na terenie Polski 28 szkoleń w regionach; szkoleniem zostanie objętych w sumie prawie 600 nauczycieli” – czytamy na stronach MEN.
Dzięki tej akcji nowo przeszkoleni nauczyciele ruszą w Polskę uczyć dzieci m.in. tolerancji  dla odmienności seksualnych.

Inny podręcznikiem, którym chwalił się M. Sielatycki, to  wspólny, zapewne „pokojowy”, podręcznik historii polsko-niemieckiej (znowu cytuję relację): „Zgodnie z przyjętą w Radzie Europy perspektywą porównawczą w nauczaniu historii, Ministerstwo Edukacji Narodowej we współpracy z niemieckimi władzami edukacyjnymi rozpoczęło prace nad przygotowaniem wspólnego podręcznika do nauczania historii.”

Czy dzięki temu podręcznikowi polscy uczniowie dowiedzą się, że 1 września 1939 roku nasi niemieccy przyjaciele, uprzedzając atak Sowiecki wzięli pod ochronę Ziemie Zachodnie? (W sumie wykluczyć tego nie można, patrząc na tendencje do rewidowania historii w duchu politycznej poprawności europejskiej).

Ale Polska nie tylko podporządkowuje się „dyrektywom”. Polska będąc  „na wyższym stadium postępu”, bierze też czynny udział w indoktrynowaniu nauczycieli z państw wschodnich, szkoląc – w ramach tzw. Letniej Akademii –  edukatorów z Europy Wschodniej i regionu Kaukazu „w zakresie kompetencji dotyczących edukacji obywatelskiej i edukacji o prawach człowieka” (za: MEN). 

Innymi słowy, będziemy szkolili naszych wschodnich przyjaciół, aby w pewnym momencie byli gotowi na przyjęcie „Kompasika”. 

Jak widać, ideologizacja oświaty zaczyna przybierać formy karykaturalne.