>Amerykańska dziennikarka pozwala dziewięcioletniemu dziecku samemu podróżować po kraju. Inna nastolatka wyrusza w niebezpieczną,

samotną wyprawę morską. Niewątpliwie obserwujemy jakiś nowy trend.

Faktem jest, że współcześni rodzice przesadnie troszczą się o dzieci. Jednak natężenie ruchu w miastach czy różne zagrożenia, o których przestrzegają media (np. pedofilia), w dużym stopniu uzasadniają taką troskę. Istnieje trudna do określenia granica, którą każdy rodzic musi sobie sam wyznaczyć.

Jest to granica między racjonalnym uczeniem odpowiedzialności, a rozpieszczeniem z jednej, i niepotrzebnym narażaniem na zagrożenie – z drugiej strony.
Skutkiem zbyt opiekuńczej postawy jest miękki i drażliwy charakter, który nie radzi sobie w życiu. Na drugim biegunie mamy osobę zaradną, silną psychicznie, z łatwością pokonującą złożone problemy życiowe. Wydaje się, że ten drugi typ powinien być wzorem wychowawczym dla rodziców.

Pytanie: jak go formować bez narażania dziecka na niebezpieczeństwo? Decydując się na powierzenie dziecku odpowiedzialnego zadania, np. samodzielnego dotarcia do szkoły w dużym mieście, należy brać pod uwagę: stopień dojrzałości i zaradności dziecka oraz ewentualne zagrożenia.

Nie możemy rzucić na wielkie morze miasta i kazać samemu podróżować np. chłopcu, który po prostu nie poradzi sobie z taką misją. Nie jest pomysłowy, nie jest zaradny, słabo orientuje się w topografii miasta czy jest za mały, żeby sprostać ewentualnym zagrożeniom. Tak czy inaczej przy podjęciu ostatecznej decyzji zawsze ostateczny głos należy do rodziców. Nikt za nich nie podejmie tej decyzji.

Wypuszczenie dziecka spod opieki zawsze wiąże się bowiem z jakimś ryzykiem. Nie chodzi tutaj tylko o zagrożenia fizyczne, ale i… duchowe. Puszczanie dziecka samopas zwiększa prawdopodobieństwo poznania złych kolegów, palenia papierosów itd. Kontrola rodzicielska w tym wieku zawsze jest wskazana.

Moda na puszczanie dzieci samopas, w imię walki z nadmiernym rozpieszczeniem, ma jeszcze inny aspekt, a mianowicie mogą w niej być ukryte ideologiczne echa antypedagogiki, która z założenia traktuje uczniów jak osoby dorosłe. Przypomną, że przedstawiciele kierunku twierdzili, że małe dzieci powinny zostawać dyrektorami przedsiębiorstw, odmawiać przyjmowania lekarstw itp.

Słowem – zachowywać się jak ludzie dojrzali. Niewykluczone, że mamy tu jakąś formę zakamuflowanego powrotu tej skompromitowanej ideologii.