Co robić, gdy dziecko skarży się na agresję w szkole? Wielu rodziców (szczególnie ojców) daje radę: „Oddaj mu, walcz o swoje! Nie daj z siebie zrobić szkolnego popychadła!”. Alternatywą jest skarżenie, które źle się kojarzy.

Jak ocenić opisywaną sytuację z punktu widzenia klasycznej, katolickiej etyki wychowawczej? Co poradzić dziecku? Jak w tym kontekście formować cnoty moralne?

W grę wchodzą takie cnoty, jak: pokora, męstwo, roztropność, sprawiedliwość.

Zanim przejdziemy do konkretnych wskazówek najpierw musimy wyjaśnić pewne sprawy. Wyjaśnienia mają na celu przedstawienie szerszego tła problemu. Dodam jeszcze, że artykuł odnosi się głównie do dzieci z klas I-IV (może V). W klasach starszych pewne akcenty trzeba inaczej rozłożyć.

Agresja szkolna – wyjaśnienia wstępne

1. Konsekwencje prawne

Utwierdzanie dziecka, że w przypadku agresji szkolnej ma wolną rękę może mieć przykre konsekwencje. Jeśli syn jest silny i poniosą go emocje może się to skończyć np. złamaniem nosa koledze.

Rodzic pokrzywdzonego dziecka zgłasza sprawę na policję i w konsekwencji incydent kończy się rozprawą przed sądem, wizytą kuratora itp.

Słowem – nasze „męskie rady” mogą sprawić, że popadniemy w duże kłopoty. Oczywiście nie zawsze musi się to tak skończyć, ale nie są to rozważania czysto teoretyczne.

2. Anarchia szkolna

Szkoła ma swoją specyfikę. Uczy się w niej często kilkaset dzieci. Zastanówmy się, co by było, gdyby wszyscy stosowali bezwzględnie zasadę: „Jak cię kolega uderzy – oddaj”?

Na szkolnych korytarzach, czy świetlicy trwałaby nieustanna jatka. Wszyscy ze wszystkimi by się bili, bo niestety dzieci tak mają, że: popychają się, kłócą, wzajemnie zaczepiają itp. Powstają spory, które są wyjaśniane (lepiej, gorzej) przez nauczycieli. Inaczej się nie da.

Ciekawe, że w domu, gdy się kłócą bracia, nie radzimy: „oddaj mu!”. Chcemy, by młodszy syn poinformował nas, gdy jest prześladowany przez starszego. Jednak w warunkach szkolnych stosujemy inne standardy.

3. Nawyk to nie cnota!

Zachęcanie syna, by w każdej sytuacji, gdy jest zaczepiany na szkolnym korytarzu, przystępował do walki, nie przysposabia wbrew pozorom do formowania sprawności moralnej (np. męstwa), lecz prowadzi do wyrobienia „nawyku oddawania”.

Można powiedzieć, że jest to podejście behawiorystyczne. Celem jest wyuczenie pewnych odruchów zgodnie z zasadą: „oko za oko, ząb za ząb”.

Ale cnota, to coś więcej, niż nawyk. Co prawda zawiera w sobie elementy nawykowe, ale decydującą rolę odgrywa w niej rozum. Jest działaniem świadomym. Warto zatem namawiać dziecko, by nie reagowało na zasadzie odruchu, ale używało rozumu.

Po tych wstępnych wyjaśnieniach, przejdźmy teraz do wskazania, w jaki sposób możemy formować poszczególne sprawności moralne, wykorzystując omawianą w artykule sytuację?


Oto jedyny w swoim rodzaju podręcznik klasycznego wychowania.
Sprawdzone przez wieki metody formowania cnót.

Bestseller – kilkanaście tysięcy sprzedanych egzemplarzy.

Zamów wyjątkową książkę >>> Wychować człowieka szlachetnego


Nie dopuść do poniżania, ale pamiętaj o pokorze

Bez pokory trudno się zbawić, dlatego nie możemy zapominać o jej formowaniu. Mamy taką możliwość w wielu różnych sytuacjach życiowych, a i w przypadku szkolnych konfliktów okazji do jej kształtowania będzie sporo.

Żeby było jasne: nie możemy dopuścić do ciągłego poniżania dziecka. Po pierwsze: dziecko nie zrozumie, dlaczego miałoby się aż tak poświęcać; po drugie – zło trzeba dobrem zwyciężać, ale złu nie można pobłażać!

Kiedy i jak zatem uczyć pokory? Na przykład, namawiając, aby w pierwszych fazach konfliktu dziecko próbowało dogadać się z agresorem.

Akcentowanie pokory będzie polegała na opanowaniu nerwów i dążeniu do pojednania, a nie ruszaniu z pięściami do walki.

Oczywiście nie zawsze taka pojednawcza postawa się sprawdzi, ale warto o niej mówić, zwłaszcza w kontekście sporów z „dobrymi kolegami”.

Rozróżniaj i decyduj, czyli roztropność

„Woźnicą cnót” jest roztropność. Pewne elementy związane z jej kształtowaniem możemy wykorzystać w omawianym przypadku.

Przykładowo, kłótnie na szkolnym korytarzu mogą mieć różną przyczynę, dlatego musimy uwrażliwiać dziecko na kontekst danego zdarzenia.

Inaczej ma podejść do sytuacji, gdy szkolny bandyta (patologiczna rodzina, ciągła agresja, szkoła nie może sobie z nim poradzić) z premedytacją je dręczy, a inaczej, gdy dochodzi do potyczki z dobrym kolegą.

Niestety, dzieci nauczone przez rodziców „walki o swoje”, nie zwracają uwagi na okoliczności danych zdarzeń. Dzielnie „walczą o swoje”, bijąc kolegów na lewo i prawo.

Trzeba też tłumaczyć, by nie reagowało gniewem na przypadkowe potrącenia na korytarzu przez inne dzieci.

Te wszystkie uwagi podkreślą konieczność odpowiedniej oceny danej sytuacji, czyli będą elementem kształtowania roztropności.

Czy skarżenie zawsze jest złe? O sprawiedliwości

Skarżenie to zła cecha charakteru. Dzieci skarżą z różnych powodów, często błahych i trudno to pochwalać. Ale wpajanie dziecku, że w żadnej sytuacji nie można pójść do pani ze swoim problemem w imię specyficznie pojmowanego męstwa – to przesada.

Odpowiedzmy sobie na pytanie: czy idziemy na policję, gdy pokłócimy się z znajomym? Nie. Ale gdy na ulicy zaczepi nas bandyta – nie mamy problemów ze zgłoszeniem sprawy w komisariacie.

Wymierzanie sprawiedliwości samemu jest – pisząc łagodnie – wątpliwe moralnie. W imię porządku społecznego sprawiedliwość wymierza państwo, a czasami trzeba zostawić ją Bogu. Alternatywą jest anarchia. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze są to łatwe problemy, ale musimy przysposabiać dzieci do analogicznego postępowania.

Agresywne zachowania szkolnego bandyty powinno być zgłoszone do wychowawcy, bo tego wymaga zwykłe poczucie sprawiedliwości. Taki osobnik musi być powstrzymany, bo inaczej będzie krzywdził innych. Tego wymaga elementarna sprawiedliwość.

Jednocześnie syn powinien mieć świadomość, że zgłoszenie problemu wychowawcy jest czymś wyjątkowym. Różne, drobne potyczki z kolegami powinien starać się w miarę możliwości rozwiązywać we własnym zakresie.

Odeprzyj zło. Rzecz o męstwie

Niestety, w niektórych sytuacjach syn będzie musiał sam przeciwstawić się złu. Na początek musimy zdać sobie sprawę, że taki szkolny cwaniaczek zaczepia zazwyczaj słabszych, dlatego jeśli twoje dziecko będzie wysportowane, silne, pewne siebie, agresor będzie go unikał.

Ale, jak wspomniałem, czasami jednak nie da się uniknąć takich potyczek, wtedy po prostu musi się bronić, a to jest przejawem męstwa.

„No tak, ale jak to się ma do niebezpieczeństwa pojawienia się afery z policją i sądami?” (o czym pisałem wyżej).

Jeśli dziecko się broni, agresor nie ma uszkodzeń ciała (to też roztropność!), ale ma złą opinię w szkole, ponadto inne dzieci są w stanie poświadczyć kto zaczął, to nie powinno być problemów.

Mowa tu jest o przypadkach wyjątkowych, gdy np. nauczyciel nie widzi agresji, a dziecko musi się bronić.

Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zawsze dziecko jest na tyle silne, żeby sobie poradzić z agresorem, dlatego tym bardziej powinno śmiało zgłaszać takie fakty wychowawcy.

Agresja w szkole – wnioski do zapamiętania

Co z tych rozważań trzeba zapamiętać? Na co mamy zwracać uwagę, pouczając dzieci w kwestiach konfliktów rówieśniczych?

1. Bierzmy pod uwagę kontekst funkcjonowania szkoły i obowiązujące prawo. Dziecięce samosądy prowadzą do szkolnej anarchii, a jednocześnie mogą doprowadzić do odpowiedzialności prawnej.

2. Formujemy cnoty, a nie nawyki. Przekażmy dzieciom, że odmiennie powinny reagować na różne zdarzenia. Nie mogą kierować się tylko odruchem odwetu, ale powinny starać się panować nad emocjami i odpowiednio oceniać każdą sytuację.

3. Szkolne konflikty prowadzą do trudnych, a czasami niebezpiecznych zdarzeń. Dbajmy o bezpieczeństwo naszych dzieci, ale pamiętajmy też, że są również okazją do formowania konkretnych cnót moralnych.

Fot. u góry wpisu Pixabay.com/pl