Uzależnienie dziecka od komputera, to problem w wielu domach. Zastanawiałem się, czy nie napisać po prostu: „Nie da się” i tak spektakularnie zakończyć ten tekst, zanim go na dobre rozpocznę. Jednak w końcu zdecydowałem się podjąć ten temat.

Życie nie tylko dzieci, ale i dorosłych, w dużym stopniu polega na aktywności związanej z ogólnie pojętą sferą cyfryzacji. Trzeba się z tym pogodzić i szukać rozsądnych rozwiązań. Potępianie „Internetów” w czambuł jest bezsensowne, bo przecież ułatwiają komunikację, dają dostęp do wiedzy i rozrywki. Ale jednocześnie to „strefa bagienna”, która wciąga i mniej lub bardziej uzależnia, np. od: ciągłego połykania nowych porcji informacji, od poczty, od social media czy gier.

Jeszcze jedna sprawa, zanim przejdę do meritum: odrywanie dziecka od komputera wymaga dużego wysiłku, czasami zrezygnowania przez rodziców z wolnego czasu, dotychczasowych przyzwyczajeń, a także stanowczości w postępowaniu.

Jeśli komuś wydaje się, że w dalszej części tego tekstu dowie się gdzie znajduje się „magiczny przycisk” po naciśnięciu którego dziecko przestanie przesiadywać przed ekranem komputera, to niestety się rozczaruje – takich przycisków nie ma. Niemniej istnieje w miarę racjonalna strategia postępowania, która może pomóc osiągnąć ten cel.

Jakie wady produkuje Internet?

Po pierwsze – (hiper)ciekawość. Sama ciekawość nie jest czymś negatywnym. Bez niej nie byłoby rozwoju. Ale w tym przypadku uruchamia się jej zdegenerowana wersja, która tak naprawdę nie wzbogaca w efektywną wiedzę, lecz tylko wciąż na nowo rozbudza emocje, podtrzymując niezdrową ekscytację.

Po drugie – odmianę lenistwa zwaną prokrastynacja, czyli skłonność do odkładania obowiązków na później. Lenistwo, to nie tylko odmowa (niechęć) wykonania danej czynności, ale również niewykonanie jej we właściwym czasie. Działa to mniej więcej tak: przed rozpoczęciem pracy dana osoba włącza „na chwilę” komputer, sprawdza pocztę, wchodzi na na Fb, „już, już kończy”, a czas leci i w efekcie nie ma go na wykonanie właściwej pracy.

Można doszukiwać się więcej wad, ale te dwie są dominujące i generują następne.

Przyczyna główna?

Jest też wada, która nie tyle powstaje w wyniku przesiadywania przed monitorem (choć na pewno w ten sposób się pogłębia), co jest tego przesiadywania przyczyną. Przejawia się tym, co możemy ogólnie określić jako… miękkość charakteru.

Szczególnie wyraźnie widać ją w przypadku chłopców i ich fascynacji grami komputerowymi (przygodowymi, wojennymi, rycerskimi). Można powiedzieć, że zainteresowanie takimi grami jest typowe właśnie dla nich – przyszłych mężczyzn. W grze przeżywają przygodę, walczą z wrogiem, złem. Cóż w tym dziwnego, że to ich interesuje? Przecież od wieków to typowo męskie zadania i zainteresowania.

Dlaczego jednak gry są atrakcyjniejsze od tradycyjnie chłopięcych zabaw? Bo pozwalają na intensywne przeżywanie przygody, ale bez … poświęcenia i wysiłku.

Co by się działo, gdyby podobną skalę doznań gracze zechcieli osiągać w świecie realnym? Musieliby wziąć udział w obozie survivalovym, szkoleniu organizacji paramilitarnej, czy bitwie paintballowej, a to wiąże się z wysiłkiem i niedogodnościami: np. chodzeniem w nocy po lesie (komary, odciski na nogach, zmęczenie fizyczne itp).

Tutaj – powtórzmy – to wszystko otrzymują bezwysiłkowo. Intensywność przeżywania doznań jest bardzo duża, ale nie wiąże się z przemęczaniem, poświęcaniem, ryzykowaniem. Dlatego rozmiękczeni chłopcy idą na łatwiznę i wybierają przygodę wirtualną, już nie tylko kosztem zaawansowanych eskapad survivalowych, ale nawet zabaw podwórkowych!

Pamiętajmy, że gry angażują bardziej niż książki, czy nawet filmy, bo nie tylko uruchamiają różne zmysły, ale również pozwalają samodzielnie kreować „rzeczywistość”.

W ten sposób potrzeba przygody zostaje skonsumowana sztucznie, bez wychodzenia z domu. Jak widać mamy tu do czynienia z karykaturą męstwa, które realizuje się w warunkach sterylnych. Takie męstwo niby jest waleczne, niby potrzebuje przygody, niby dokonuje czynów bohaterskich, a tak naprawdę nic nie dokonuje.

W przypadkach ekstremalnych dany chłopiec całe dzieciństwo przesiaduje w domu i wychodzi z niego jedynie do świata wirtualnego, bądź sterylnych galerii handlowych. Oddziaływanie bodźców zewnętrznych jest ograniczone: wożony i odwożony do szkoły nie czuje zimna, gorąca, nie zna właściwie bólu nóg (od chodzenia). Pasiony hot-dogami, pizzą oraz chipsami wiedzie życie bezwysiłkowe i syte. Do czasu.

Co robić?

Zacznijmy od zapobiegania

Rozwiązaniem może być unikanie rozpieszczania we wczesnym dzieciństwie, by nie doprowadzić do wydelikacenia ducha. Jeśli dziecko będzie oswajane z niedogodnościami, przyzwyczajane do pracy i obowiązków, czyli roztropnie hartowane, nie powinno unikać świata rzeczywistego.

Dodajmy, że powinniśmy równocześnie przyzwyczajać dzieci do aktywnego życia poza domem (sport, koła zainteresowań), wtedy statyczne życie mieszczańskie, nie będzie takie pociągające.

Duże znaczenie w omawianym kontekście ma także … asceza. Trzymanie dziecka jak najdalej od konsoli w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym sprawi, że nie nabierze ono zbyt wcześnie złych nawyków. Jednak gdy nie da się powstrzymać fali i trzeba będzie dziecko dopuścić do komputera, to postarajmy się zaciekawić je pozytywnymi obszarami Internetu, pokazać go, jako narzędzie poznawcze, a nie tylko zabawy.

Przestrzegając odpowiednio wcześniej powyższych zasad postępowania nie powinniśmy mieć większych problemów. Gdy jednak się pojawią, to znaczy, że wymienione na początku wady jednak się zagnieździły i powinniśmy się starać je zwalczać. Przypominam – chodzi o: nadmierną ciekawość, lenistwo, miękkość.

Co możemy zrobić? Dwa działania

1. Pokazać, że istnieje świat realny, który jest ciekawszy od wirtualnego.
Cel: niech posmakuje życia w realu, przygody.

– zapisz do sekcji sportowej (niech regularnie uczęszcza na treningi).

– zapisz do grupy rekonstrukcyjnej, pasjonatów lokalnej historii, bractwa rycerskiego itp.

– zapisz do organizacji młodzieżowych: harcerstwa, Sokoła itp.

2. „Życie na niedoczasie”

Cała sztuka polega, by tak zaplanować obowiązki, żeby nie pozostało już czasu na gry, czy ślęczenie przed komputerem. Nie chodzi o zawalenie pracą, ale umiejętne przeplatanie wartościowej rozrywki z obowiązkami wynikającymi z nauki i pomagania w domu.

Może się jednak zdarzyć, że nawet przy dobrze zaplanowanym tygodniu powstaną „luki” w sobotę czy niedzielę, które zostaną natychmiast wypełnione grami komputerowymi. W wolne dni proponuję zatem organizować rodzinne wyjścia i wycieczki, pod „pretekstem” wzajemnego poznawania się, przebywania ze sobą. Mam tu na myśli wycieczki po po najbliższej okolicy, wyjścia do kina itp.

To tylko kilka pomysłów na oderwanie dziecka od komputera. Przy czym, żeby było jasne: nie uważam, by umiarkowane granie (od czasu do czasu) było czymś nagannym, ale chodzi o to, by dziecko zachowało umiar i nie zatracało się w grach. Do tego może być pomocna zarysowana tu strategia, ale także mój program wychowania domowego MOCARZ ZMIANY

Zdaję sobie również sprawę, że gdy całe dnie młodzian przesiaduje przed monitorem i za bardzo nie ma ochoty słuchać tego, co do niego mówimy, to nie będzie mieli łatwego zadania (być może konieczna będzie interwencja specjalistów od uzależnień). Ale wszędzie tam, gdzie kontrola rodzicielska jeszcze funkcjonuje, podejmijmy mądre działania, aby ucywilizować korzystanie z komputera przez nasze dzieci.
.


ZAMÓW KSIĄŻKĘ NA TEMAT KLASYCZNEGO WYCHOWANIA

form
Decyduj i walcz!
form
Wychować człowieka szlachetnego
Jak panować nad klasą? AKTUALNIE PROMOCJA!
Jak panować nad klasą?
Sztuka samowychowania
Nieposłuszne dzieci, posłuszni rodzice

___________________________________________________________


Pobierz za darmo raport: Dwie rzeczy, które musisz zrobić, żeby dzieci słuchały Twych poleceń


Akceptuję politykę prywatności