Już wkrótce intelektualiści i erudyci będą zmuszeni podporządkować się sposobowi funkcjonowania cyfrowego, wyobcowanego pokolenia. Pokolenie to operuje skrótem, lubi szybkie “cięcie obrazu”, enigmatyczność, SMS itd. Tempo życia sprawia, że nie ma czasu na opisy i erudycyjną rozwlekłość.

W związku z powyższym pojawiają się postulaty, aby zmienić sposób nauczania młodych. Pewien doktor zafascynowany “filozofią skrótowości” przekonuje, że SMS-izm nawiązuje do… poezji, aforystyki i japońskiego haiku. Do tej pory wydawało się, że jeżeli już do czegoś nawiązuje, to raczej do… dziecięcego gaworzenia, z tą tylko różnicą, że uprawianego w formie pisanej. Wedle tego doktora młodzież nie musi też czytać lektur wystarczą jej bryki, filmy itp.

Słowem – kultura obrazkowa i moda na skrótowość “jest OK.”! Bo jest przejawem nowoczesności i technologizacji społeczeństwa.

W nawiązaniu do tego ciekawa anegdota opisana przez profesor filozofii z KUL Henryk Kieresia w książce „Człowiek i cywilizacja” (Lublin 2007). Autor podróżował pociągiem z przypadkowo spotkanymi polonistkami, zmierzającymi na modną “kursokonferencję”. Kobiety dyskutowały m.in. o interpretacji “Ziemi obiecanej”. Jedna z nich wyłożyła aktualnie obowiązującą wykładnie dzieła Reymonta, uznając ją za powieść prokapitalistyczną. Profesor przypomniał paniom, że “za komuny” było to dzieło antykapitalistyczne

Wychodzi na to, że wspomniany wyżej doktor, opierając się na brykach, musiałby zmieniać interpretację zależnie od obowiązującej koniunktury politycznej. Ale nawet przeczytanie danego dzieła niewiele by mu pomogło. Zrozumienie bowiem utworu wymaga pewnej erudycji, pozwalającej odkryć znaczenie symbolu “Ziemi obiecanej” i jej wymiaru etyczno-religijnego, aby wreszcie pojąć o co chodzi w dziele Reymonta. Dlatego erudycja, czyli wszechstronne, klasyczne wykształcenie, mimo wszystko przydaje się. Dzięki niemu człowiek może sobie wyrobić własne zdanie.

W przeciwnym razie będzie mu się tylko wydawało, że je ma.