Dyskusja nad miejscem matematyki w programach szkolnych powraca cyklicznie w debatach oświatowych. W nawiązaniu do tej dyskusji omawiam artykuł amerykańskiego propagatora edukacji klasycznej Harveya Bluedorna, ściśle związany z tym zagadnieniem.

Wspomniany Autor analizując literaturę przedmiotu w tekście pt. „Formal Arithmetic at Age Ten, Hurried or Delayed?”, doszedł do przekonania, że w starożytności i średniowieczu w zasadzie nie uczono arytmetyki na poziomie podstawowym. Do jej nauczania przystępowano dopiero w wieku 15 – 18 lat (w ramach trivium to okres retoryki).

Od razu należy uściślić, iż w tamtych czasach nie było aż takiej „komuny” jak teraz i nikt nie słyszał ogólnopaństwowych programach nauczania. Każda szkoła, każdy mistrz nauczali po swojemu. Pewnie były wyjątki od tej antyarytmetycznej reguły, niemniej powszechnie uważano, iż dziecięcy umysł nie jest w stanie zrozumieć tak trudnego przedmiotu (do tego zagadnienia wrócę poniżej).

Według Bluedorna dopiero w XVI wieku zaczęto 10-12 letnie dzieci nauczać działań na liczbach. Prawdopodobnie nastąpiło to w wyniku rewolucji ideologicznej w nauce zapoczątkowanej przez F. Bacona. Później Pestalozzi (początek XIX w) obniżył ten wiek do 6-7 lat.

Bluedorn przytacza badania przeprowadzone w 12 krajach świata (Hausen, 1967). Wynika z nich, iż wcześniejsze nauczanie matematyki nie miało istotnego wpływu na podniesienie poziomu jej kształcenia.
Amerykański Autor stoi na stanowisku, odwołując się także do nowszych badań nad funkcjonowaniem mózgu, iż optymalnym wiekiem do rozpoczęcia nauczania dzieci na liczbach jest wiek ok. 10 lat (dopuszczając indywidualne różnice w tempie rozwoju intelektualnego). Dopiero w tym okresie mózg dziecięcy jest formalnie gotowy do przyswajania działań na liczbach. Co więcej, wtedy potrafi w kilka tygodni przyswoić wiedzę, której mozolnie, przez kilka lat, uczył się młodszy uczeń.

I teraz rzecz najważniejsza. Dzieci ucząc się działań matematycznych w wieku 7 – 10 lat tracą po prostu czas – uważa Bluedorn. W tym okresie powinny poszerzać swoje słownictwo (jest to typowy okres gramatyczny wg trivium), czytać książki, słuchać opowiadań itp. Tymczasem poprzez fakt, iż ich umysł nie jest dostosowany do przyswajania takiej wiedzy .. zniechęcają się do matematyki . Gdy nawet wyuczą się mechanicznie pewnych reguł, nie są w stanie zrozumieć o co tak naprawdę chodzi. Niewykluczone, że tu leży przyczyna powszechnej niechęci do tego przedmiotu.

Do tej pory głównie referowałem artykuł, teraz kilka słów od siebie. Kwestie psychologii rozwojowej, funkcjonowania mózgu i tym samym wieku rozpoczynania nauki, należałoby zweryfikować analizując nowsze badania. Choć np. J. Piaget stał na stanowisku, że okres myślenia formalnego, z którym przychodzi umiejętność abstrahowania, rozpoczyna się ok. 11 r. ż., co potwierdzałoby tezy amerykańskiego Autora o mechanicznym nauczaniu matematyki przed 10 r.ż.

Druga sprawa. Klasyczna tendencja do przesuwania rozpoczęcia nauczania arytmetyki do wieku młodzieńczego oparta jest na pewnej praktycznej obserwacji natury dziecięcej i z pewnością powinna dawać dużo do myślenia. Niewykluczam zatem, że „dziesięcioletni kompromis” zaproponowany przez cytowanego Autora i z tego względu wart jest głębszego przeanalizowania.

Bez wątpienia zaś słuszne jest twierdzenie, że w „wieku gramatycznym” dziecko powinno poszerzać zakres słownictwa, a nie tracić czas na jałowe nauki. Do głębszego zastanowienia musi też skłaniać fakt, iż „spychanie” matematyki na niższe poziomy kształcenia jest stałą tendencją Rewolucji i wiąże się z ideologicznymi zmianami w oświacie i technologizacją nauki, które to zjawiska mają&nbsp głębsze podłoże filozoficzne . W tym kontekście modernistyczne rozwiązania również nie budzą zaufania i skłaniają do przyjęcia tez amerykańskiego pedagoga.